Pasjonat samochodów
Pan Leszek już od dziecka pasjonował się wszystkim co było związane z motoryzacją, W dzieciństwie zbierał małe samochodziki. Układał je na półkach według modeli i kolorów. Po jakimś czasie jego pokój wyglądał jak sklep z małymi samochodzikami. Kiedy dorósł i zarobił swoje pierwsze poważne pieniądze, wydał je oczywiście na samochód. Dbał o niego jak o największy skarb. Mył go codziennie specjalnymi środkami, woskował go i pucował aż do błysku. A jeśli coś się zepsuło w samochodzie, nikomu nie pozwalał przy nim majstrować. Sam nauczył się naprawiać auta, przez co zdobył uznanie wszystkich właścicieli aut. W okolicy nikt nie miał tak zadbanego samochodu jak pan Leszek. Jeżeli ktoś miał problem ze swoim samochodem, pierwsze co robił, to przychodził po poradę do pana Leszka. Dziś pan Leszek posiada własny komis samochodowy razem z warsztatem. Sprowadza samochody z krajów zachodnich, remontuje je i sprzedaje z zyskiem. W ten sposób łączy pracę zawodową z jego największą pasją życia, którą są samochody.
Warsztat samochodowy
Praca w warsztacie samochodowym nie należy do najczystszych. Ciągłe grzebanie w zabrudzonych silnikach, z których lubi wyciekać olej lub inny brudzący płyn, sprawia, że mechanik wygląda jak górnik wiecznie umazany czernią. Warsztaty są wyposażone w specjalne kanały na które najeżdża samochód, po to, aby można było obejrzeć silnik od spodu. Oprócz kanałów są też szafki i półki z narzędziami, za pomocą których naprawia się zepsute samochody. Wszystko musi być na swoim miejscu, bo jeśli coś zginie, to trzeba tracić czas na szukanie, a to jest strata pieniędzy. W warsztatach wiszą również wielkie kalendarz, zazwyczaj z rozbieranymi paniami. Jest to taki stary zwyczaj mechaników samochodowych. Oprócz tego w warsztacie są także specjalne podnośniki, które unoszą samochód na odpowiednią wysokość, aby ułatwić pracę mechanikom. Kiedy samochód jest w górze nie można chodzić pod nim, ponieważ może to grozić utratą zdrowia lub nawet śmiercią. Lepiej samochód zostawić mechanikowi, a samemu iść na kawę.
Pierwszym moim motocyklem była motorynka, czyli bardzo mały ale szybki pojazd, który bardziej przypominał rowerek dla dzieci niż prawdziwy motocykl. Pierwsze kilometry pokonywałem na osiedlowych drogach, jeżdżąc między blokami moim małym bzykającym motorkiem. Kolejnym moim motocyklem był Simson, czyli pełnowymiarowa maszyna pod każdym względem. Miał zielony bak i srebrną rurę wydechową i muszę wam powiedzieć, że bardzo go lubiłem. Przerabiałem go na wszystkie możliwe sposoby, tak, żeby zwiększyć jego moc lub sprawić, żeby jeździł jak rasowy ścigacz. Niestety po paru latach musiałem odstawić go do garażu ponieważ nie nadawał się już do jazdy. Wtedy kupiłem sobie motocykl terenowy, czyli taki, którym mogłem jeździć po lasach i miejscach gdzie są wzniesienia i rowy, które można ryć terenowymi oponami. Mój najnowszy nabytek to motocykl turystyczny, czyli taki, którym mogę jechać na wycieczkę zarówno po asfaltowej drodze, jak i po miejscach gdzie jest wiele nierówności z przygotowanymi wyczynowo trasami.