Marzenia o motocyklu
Od dzieciństwa marzyłem o motocyklu. Nie wystarczył mi rower, ja musiałem mieć coś co posiada silnik i może jeździć bez napędzania go własną siłą. Mój pierwszy rower zacząłem przerabiać w wieku czternastu lat. Znalazłem w szopie stary, zepsuty motocykl, wyjąłem z niego silnik i przełożyłem go do roweru. Do tego musiałem skonstruować bak i jeszcze parę innych elementów. Po miesiącu pracy wyszło mi coś co w połowie przypominało rower, a w połowie motocykl. Niestety, poza ciekawym wyglądem nie osiągnąłem zamierzonego celu. Mój motocykl nie chciał zapalić. Dużą prędkość potrafił osiągać tylko przy zjeździe z górki.
Przez następne lata próbowałem udoskonalić swój wynalazek, chcąc w końcu usłyszeć warkot silnika. Udało mi się to dwa lata później. Przełożyłem wiele części z działającego motocykla, przespawałem kilka elementów i w końcu dopiąłem swego. Mój rower stał się wspaniałym motocyklem. Co prawda nie osiągał on zbyt dużych prędkości, ale za to kiedy przejeżdżałem po ulicy, nie było nikogo, kto by nie patrzył na mnie z podziwem.
Przygoda na motocyklu
Pewnego pięknego sierpniowego popołudnia jechałem swoim zielonym kawasami krętą drogą. Nic nie zapowiadało, ze za chwilę stanie się coś tak niewiarygodnego. Zatrzymałem się na zakręci i w momencie, kiedy zdejmowałem kask z lasu wyszedł ogromny niedźwiedź. Zamiast uciekać, widok ogromnego zwierzęcia kompletnie mnie sparaliżował. Stanął na dwóch tylnych łapach i zaryczał, tak głośno, że aż drzewa się zatrzęsły. Byłem przekonany, ze już po mnie. Niedźwiedź podszedł bliżej i zamiast mnie atakować, zaczął przyglądać się motocyklowi z miną, która wyrażała podziw. Zaczął oblizywać karoserię i opony, które chyba mu posmakowały, bo wyczyścił mi je prawie na błysk. Później zaczął ocierać się o karoserię i lampki świateł. W końcu podszedł do rury wydechowej. Postanowiłem wykorzystać nadarzającą się okazję i odpaliłem motocykl w momencie, kiedy niedźwiedź zaglądał do wylotu rury wydechowej. W jednej sekundzie odskoczył jak poparzony i z wielkim wyciem uciekł z powrotem do lasu gdzie jest mu jednak najlepiej.
Dzisiejsze motocykle w głównej mierze nastawione są na szybkość lub wygląd. Dawniej wystarczyło, ze motocykl jeździł, a prędkość i jego wygląd był już mniej ważny. W czasach mojego dzieciństwa królowały miniatury motocykli, czyli tak zwane motorynki. Kierowca motorynki czuł się bardziej jak na rowerze, ale radość z pokonywanych kilometrów za pomocą bzyczącego wehikułu była tak ogromna, że można mu było wybaczyć wszystkie błędy. Pokolenie naszych dziadków jeździło bardzo często na Komarkach, które wydawały dźwięk podobny do bzyczenia komara. Do dziś można od czasu do czasu zobaczyć pędzącego z zawrotną szybkością czterdziestu kilometrów na godzinę, starszego pana, który w starym kasku na głowie i okularach pamiętających czasy wojny, wygląda jak zabytek, który uciekł z muzeum i próbuje wskrzesić dawne, wspaniałe czasy. Stare motocykle mają w sobie wiele sentymentalnego piękna. Posiadanie takiej zabytkowej maszyny daje właścicielowi powód do w pełni zasłużonej dumy i poczucia, ze kawałek historii świata ma u siebie w domu.
Jazda na motocyklach, zwłaszcza tych szybkich, jest niesie ze sobą dość duże niebezpieczeństwo wypadku. W przeciwieństwie do samochodu, w którym jesteśmy chronieni przez karoserię, jadąc na motocyklu jedyne co nas chroni to ubranie, W razie wypadku kierowca spada z pojazdu i zdany jest już tylko na swój los. Dlatego też wypadki z udziałem motocykli często kończą się tragicznie. Motocykliści lądują w szpitalu z połamanymi kośćmi, co często kończy się trwałym inwalidztwem. Niektórzy chcąc uniknąć takich sytuacji zakładają stalowe linki na szyję, po to aby w razie poważnego upadku uniknąć konsekwencji kalectwa. Wolą oni stracić życie niż być do końca swych dni skazanym na wózek inwalidzki lub być podłączonym do podtrzymującej życie aparatury. Jedni twierdzą, ze linki na szyjach, to tylko wymysł ludzi z bujną wyobraźnia. Motocykliści pytani o tego typu sposoby na unikanie fatalnych skutków wypadków, uśmiechają się tylko, twierdząc, że jeśli ktoś chce zakładać sobie linkę, to lepiej niech w ogóle nie siada na motocykl.
W Rosji żużel nie jest popularnym sportem, ale i stamtąd mogą pojawić się nowe, zdolne twarze w tym sporcie. Od ubiegłego roku w Polskiej Extra lidze pojawiła się nowa twarz, właśnie z Rosji. Jest to bardzo młody, ale jednocześnie bardzo zdolny zawodnik, Emil Sajfutdinow. Zawodnik ten ma zaledwie dziewiętnaście lat, a już dwukrotnie zdobył tytuł mistrza świata juniorów. Dostał także swoją szansę w postaci stałej dzikiej karty w walce o tytuł indywidualnego Mistrza Świata i już od pierwszych zawodów, szansę tę wykorzystał najlepiej, jak się tylko dało, zdobywając puchar Grand Prix Czech. Przed tym młodym żużlowcem jest jeszcze bardzo długa kariera i można mieć nadzieję, że nie zaprzepaści jej. Jak donosiły media, Emil Sajfutdinow został najmłodszym uczestnikiem cyklu Grand Prix w jego historii. Także w polskiej Extra lidze, zawodnik ten radzi sobie wyśmienicie, zdobywając cenne punkty dla swojej drużyny, którą obecnie jest Polonia Bydgoszcz. Można mieć jedynie nadzieję, że woda sodowa nie uderzy mu do głowy i będzie przez długie lata cieszył swoją jazdą fanów żużla.